|
|
|
Ministerstwo Finansów przygotowało projekt nowelizacji ustawy o finansach publicznych, który ma ograniczyć deficyt gmin, powiatów i województw.
W grudniu ubiegłego roku Ministerstwo Finansów przygotowało projekt nowelizacji ustawy o finansach publicznych, polegający na ograniczeniu deficytu gmin, powiatów i województw, czyli reguły wydatkowej. Zgodnie z nim deficyt jednostek samorządu terytorialnego w 2012 r. nie będzie mógł być wyższy niż 10 mld zł; w 2013 r. limit ten zaplanowano w wysokości 9 mld zł, a począwszy od 2014 r. – będzie to 8 mld zł.
Tymczasem już teraz niektóre samorządy redukują swój deficyt, co ma spowodować, że będą w stanie spełnić obowiązujące od 2014 r. wskaźniki dopuszczalnego zadłużenia. Z analizy uchwał budżetowych na bieżący rok wynika, że samorządy tną swoje budżety nawet o 80 proc., nie czekając na wejście w życie przygotowywanej przez resort finansów reguły wydatkowej. Najbardziej swoje budżety tną powiaty. Średnio o 61 proc. Rekordzistą jest powiat oleski, który wydatki ograniczył o 96,5 proc. Jak wyliczyli eksperci wprowadzenie reguły wydatkowej spowoduje, że prawie 40 proc. samorządów będzie zmuszona do ustawowej redukcji deficytów.
JST przy planowaniu budżetów na rok bieżący zakładały racjonalizację zatrudnienia w urzędach i jednostkach podległych, zamrożenie wynagrodzeń, a także realizację tylko tych zadań, których wykonywanie jest ich ustawowym obowiązkiem. Działania te mają w intencji samorządów spowodować wygospodarowanie nadwyżek operacyjnych pozwalających spełnić w 2014 r. wymogi nowego wskaźnika zadłużenia, o którym mowa w art. 243 ustawy o finansach publicznych. –Przepis ten ustala nieprzekraczalne wysokości kwot przypadające do spłaty w danym roku budżetowym z tytułu długu JST.
Zgodnie z obowiązującym jeszcze w tym roku art. 170 ust. 1 „starej” ustawy o finansach publicznych ( z 2005 r.) łączna kwota długu JST na koniec roku budżetowego nie może przekroczyć 60 proc. wykonania dochodów ogółem tej jednostki w tym roku budżetowym.
Złota reguła finansów publicznych postuluje finansowanie deficytem budżetowym jedynie wydatków majątkowych. JST nie mogą się zadłużać na potrzeby bieżące. Oznacza to, że całość długu JST ma charakter inwestycyjny. Rozwiązanie zaproponowane przez fiskusa spowodowałoby, że jeszcze w tym roku samorządy musiałyby ograniczyć swoje deficyty o 5,1 mld zł. Oznaczałoby to de facto konieczność cięcia na taką kwotę inwestycji, i to nawet takich już rozpoczętych.
Zmniejszenie wydatków na inwestycje może nie tylko spowolnić rozwój na poziomie lokalnym i regionalnym, ale znacząco zmniejszy wpływy do budżetu państwa w związku z podatkami. Mechanizm „odgórnego” regulowania deficytu JST może zahamować bądź uniemożliwić prowadzenie długofalowych inwestycji w wielu jednostkach. Może to również w dłuższej perspektywie nasilić zjawiska ubóstwa i bezrobocia. Zwiększona restrykcyjność wobec JST może przełożyć się na zmniejszenie absorpcji środków europejskich, a tym samym ilości realizowanych projektów unijnych. Jeśli nie będzie inwestycji publicznych, przestaniemy się rozwijać.
Gdyby ustawa w brzmieniu proponowanym przez rząd weszła w życie, spowodowałaby konieczność ograniczeń inwestycyjnych w ponad 150 powiatach. Również nasz powiat podlegałby tym restrykcjom. Na dziś jest sprawą otwartą jaką siłą odczujemy ich skutki.
Jest jeszcze czas. Resort winien rozważyć argumenty strony samorządowej i wycofać lub stonować restrykcyjne zapisy uderzające w nasze finanse. Zamiast wdrażać nowe zasady ograniczania deficytu lepiej zamrozić na jakiś czas poziom deficytu wynikający z aktualnych uregulowań ustawy o finansach publicznych i kwot zawartych w samorządowych Wieloletnich Prognozach Finansowych.
Andrzej Osnowski
Panie profesorze - musimy patrzeć szerzej, mądrzej, biorąc pod uwagę sytuację finansów publicznych. Nie możemy być drugą Grecją - przykładem marnowanych pieniędzy podatników. Przyzwyczailiśmy się do łatwego publicznego pieniądza i tak na prawdę, nikomu nie zależy na oszczędzaniu. Niech oszczędzają inni gdzieś tam za miedzą. Proszę się rozejrzeć ile naszych podatków wsiąka bezproduktywnie w JST. Ile zbędnych etatów, zdublowanych urzędów, które dalej nie funkcjonują poprawnie. Brak u was włodarzy miasta i gminy szerszego gospodarnego spojrzenia, byle tylko zachować status posiadania i prawo do marnotrawstwa. No tak - komunistyczny sposób myślenia będzie nas dewastował jeszcze przez pokolenia. Im więcej zatrudnionych duszyczek (kompetencje nie są istotne) tym większe szanse w kolejnych wyborach. Ech...
a moze da sie ograniczyc koszty w starostwach?